Freelancing,  Lifestyle,  Motywacja,  Porady

Praca na studiach i moja droga do niezależności finansowej

🙂 Od kiedy sięgam pamięcią zawsze byłam osobą bardzo niezależną. Lubiłam podejmować własne decyzje, mieć własne plany oraz opinie i wręcz nie mogłam się doczekać kiedy w końcu będę całkowicie niezależna finansowo. Myślę, że główną tego przyczyną było środowisko w jakim żyłam. W moim domu nigdy niczego nam nie brakowało, wręcz przeciwnie, a to dlatego, że moi rodzice na wszystko co obecnie posiadają zapracowali zupełnie sami, bez niczyjej pomocy. Mogę śmiało powiedzieć, że to jedne z najbardziej przedsiębiorczych i pomysłowych osób jakie znam. Jako dziecko, podziwiałam to w nich, jako nastolatka nie mogłam się doczekać, aż udowodnię im, że też mogę taka być, ale przede wszystkim chciałam żeby byli ze mnie dumni.

 

Na pierwszym roku studiów, zdecydowałam się rozpocząć jakąś konkretną pracę. Wcześniej wykonywałam różne prace sezonowe, ale zależało mi na czymś poważniejszym. To miało być coś, co pozwoli mi odciążyć rodziców finansowo, a wydatków w tym okresie było naprawdę dużo (studiowałam w Krakowie). Mimo, że rodzice przekonywali mnie, że nie ma takiej potrzeby, to ja nie mogłam doczekać się momentu, kiedy otrzymam swoją pierwszą wypłatę i będę w stanie powiedzieć im, że nie potrzebuję w tym miesiącu “kieszonkowego”. Tak też się stało 🙂 Po kilku miesiącach pobytu w Krakowie znalazłam “pracę idealną”.

Oczywiście nie ma czegoś takiego jak praca idealna, wszystko ma swoje zarówno wady jak i zalety. Jednak w tamtym momencie byłam bardzo zadowolona, mimo, że było mi ciężko pogodzić pracę ze studiami.

Co to była za praca? Mianowicie byłam recepcjonistką w hotelu w centrum Krakowa. Gośćmi hotelu w 95% byli obcokrajowcy więc przez cały czas posługiwałam się językiem angielskim i trochę niemieckim. Praca sama w sobie była przyjemna. Do moich obowiązków należało przyjmowanie gości oraz prezentowanie im ich pokoju. Z tego co pamiętam, zajmowałam się też rezerwacjami. Zdarzało się, że zostawałam w pracy kilkanaście godzin, co było mega wyczerpujące, zwłaszcza, że praca nie była moim jedynym zajęciem, ale jakoś dawałam radę. Byłam bardzo zmobilizowana, a jak wiecie kiedy czegoś naprawdę chcemy to mamy siłę do działania.

Pracowałam tam przez kilka miesięcy. Odeszłam, kiedy zbliżały się ferie letnie oraz relacje z szefem zaczęły trochę zgrzytać. Jest to jednak temat na zupełnie inny wpis. W kolejnym roku miałam ten sam plan – znaleźć dobrą pracę, która pozwoli mi odciążyć rodziców. I znowu mi się udało. Tym razem pracowałam jako kelnerka we “włoskiej restauracji”. Stawka godzinowa nie była jakoś specjalnie wysoka, ale rekompensowały mi to świetne napiwki. W porównaniu do mojego zajęcia z poprzedniego roku, ta praca wymagała kontaktu z ludźmi non stop. Mimo, że jestem osobą konsekwentną i kiedy postanawiam sobie, że mam coś zrobić, lub zrobić to w dany sposób to właśnie tak robię, to taki kontakt z ludźmi różnego pokroju może naprawdę wpłynąć na psychikę.

O mojej pracy w restauracji można by napisać zbiór kawałów i  dramatycznych historyjek. Właśnie, głównie było zabawnie, ale zdarzały się też naprawdę przykre i stresujące sytuacje. Jesli macie ochotę poczytać swego rodzaju “Pamiętnik kelnerki” dajcie mi znać w komentarzu.

Po dwóch latach radziłam sobie OK-tak to ujmę. Zrealizowałam swój plan, ale nie w 100%. Miałam 20 lat, wielkie ambcicje i mnóstwo planów na przyszłość. Doszłam do wielu wniosków, miałam mnóstwo przemyśleń i planów na temat tego jak chcę żeby wyglądało moje życie. Po tylu latach pracy z ludźmi (wcześniej pracowałam w sklepie, innej restauracji itd) – mam tutaj na myśli obsługe klienta, zrozumiałam, że nie jest to dla mnie. Taki typ pracy wywoływał u mnie złe samopoczucie i ciągłe wahania nastroju (jaki klient – taki nastrój). Doszło do mnie, że się do tego nie nadaję. Drażniła mnie złośliwość ludzi, marudzenie i po prostu czasami ich głupota. Zaczęłam więc rozglądać się za pracą zdalną. Od zawsze chciałam założyć swój własny biznes, ale póki co nie mam wystarczających funduszy, aby z tym ruszyć, więc znalazłam rozwiązanie tymczasowe. Od dwóch i pół roku pracuję jako freelancer. Zajmuję się tłumaczeniem tekstów, pisaniem artykułów, copywritingiem i tego typu sprawami. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się to sposoba. Jeśli chodzi o wynagrodzenie, jest ono nieporównywalne do żadnej innej pracy jaką miałam wcześniej. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. W końcu dwa lata temu mogłam odetchnąć. Moje marzenie się spełniło i stałam się niezależna finansowo. Może nie jest to nic wielkego dla niektorych, ale dla mnie był to bardzo ważny moment w moim życiu. Nastapił pewien przełom, który zmienił nie tylko moje konto bankowe, ale przede wszystkim mnie. Nauczyłam się zarządzania pieniędzmi, doceniania każdej złotówki, ale też swobody życia.

Polecam to każdemu, kto zastanawia się czy podjąć jakąś pracę na studiach czy może lepiej zaczekać aż skończy edukację. Nie czekajcie. Praca was kształtuje, uczy sumienności, systematyczności, wartości pieniądza, konsekwencji… Nieważne na jakim etapie życia jesteście, w jakim wieku, jaki jest wasz stan cywilny, jest mnóstwo zajęć, które możecie wykonywać, a które pomogą wam się uniezależnić i dadzą wam swobodę finansową.  Nie musicie robić tego, co ja. Freelancing nie jest dla każdego (W poprzednim wpisie opisałam wam jak to wygląda i jak zacząć pracować zdalnie. Zachęcam więc do zapoznania się z tematem.).

Każdy powinien odnaleźć coś, co lubi i będzie przynosiło mu korzyści. W tym momencie mojego życia uważam, że 50% szczęścia, to praca którą się autentycznie lubi. Sprawia to, że każdego dnia budzisz się uśmiechnięty i wstajesz z łóżka z przyjemnością.

Wiem, że ile osób tyle opinii, dlatego wyrażam tutaj swoją. Dziękuję za przeczytanie wpisu. Jeśli Ci sie podobał zotaw po sobie jakiś ślad 🙂

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *